Świat na opak, czyli mężczyzna przy kądzieliistorie wyryte w kamieniu [NOWA WYSTAWA]
Czy widok mężczyzny z wrzecionem lub robótką na drutach kiedyś wywoływał śmiech? Aleksander Fredro wykorzystał takie przedstawienie 200 lat temu w swojej komedii „Gwałtu, co się dzieje!”. Celem autora było ukazanie świata postawionego na głowie. Historia jednak pokazuje, że rzeczywistość była znacznie bardziej złożona. Mężczyźni od wieków również przędli, tkali i wykonywali inne prace włókiennicze.
15 lipca 2026 roku przypada 150. rocznica śmierci Aleksandra Fredry, jednego z najwybitniejszych polskich komediopisarzy. W tym roku przypada 200. rocznica napisania komedii „Gwałtu, co się dzieje!” – utworu, który poza błyskotliwym humorem kryje także zaskakujące odniesienia do historii włókiennictwa. Napisana w 1826 roku komedia przedstawia świat „na opak”. Władzę przejmują kobiety, które nakazują mężczyznom nosić żeńskie stroje i wykonywać tradycyjnie kobiece zajęcia, takie jak przędzenie czy drobne rękodzieło. W tej satyrycznej wizji, przędzenie staje się nie tylko codzienną pracą, ale również symbolem podporządkowania i narzędziem odwrócenia społecznego porządku.
Nieprzypadkowo Fredro sięgnął właśnie po motyw kądzieli. Kądziel stanowi pęk włókien przygotowanych do przędzenia. Z czasem stała się symbolem kobiecej linii rodu i tradycyjnych obowiązków kobiet. Do dziś przetrwało powiedzenie „po kądzieli”, oznaczające pokrewieństwo wywodzące się od matki.
W kulturze pomysł odwrócenia ról kobiet i mężczyzn ma znacznie starsze korzenie. Podobny motyw pojawia się już w micie o Heraklesie i Omfale, gdzie legendarny heros zostaje zmuszony do wykonywania kobiecych prac i noszenia damskich szat. W mitologii oraz komedii Fredry wykorzystano zamianę ról jako satyrę na społeczne stereotypy. To sposób ukazania relacji między kobietami i mężczyznami w krzywym zwierciadle.
W tekście „Gwałtu, co się dzieje!” odnajdziemy wiele odniesień do pracy włókienniczej. Jeden z bohaterów, Grzegotka, narzeka nawet, że „przędza drożeje”, a pozornie błahy problem urasta do rangi ważnej kwestii polityczno-gospodarczej. To dowód, jak istotną rolę odgrywało włókiennictwo w życiu codziennym XIX wieku.
Choć w komedii mężczyzna przy kądzieli miał bawić publiczność, rzeczywistość wyglądała inaczej. Przędzenie i tkanie przez stulecia kojarzono z kobiecymi obowiązkami, jednak nie były one wyłącznie domeną kobiet. W połowie XIX wieku zwracał na to uwagę agronom Michał Oczapowski. W wydanej w 1848 roku książce „Uprawa roślin fabrycznych” pisał o Śląsku:
„W Śląsku wszystko przędzie, co tylko żyje. Tak w miasteczkach, jako też i po wioskach, kołowrotek i wrzeciono są to narzędzia, bez których żadne się gospodarstwo nie obchodzi. Zajmują się zaś w czasie wolnym od innych robót nie tylko kobiety, ale i mężczyźni, co mówię, nawet i żołnierze od tego zatrudnienia się nie wyłączają.”
Źródła historyczne i badania archeologiczne potwierdzają te obserwacje. Mężczyźni odbywający długie podróże, zwłaszcza marynarze, często przędli, naprawiali sieci i tkaniny, a także wykonywali plecione makramy (przez żeglarzy nazywanej koronką McNamara), które później sprzedawali lub wymieniali w portach. W XVIII wieku, w wielu armiach europejskich żołnierze zajmowali się dzierganiem i innymi pracami ręcznymi, aby dorobić do skromnego żołdu.
Mężczyzna z wrzecionem miał symbolizować świat odwrócony do góry nogami, choć historia dowodzi, że włókiennicze rzemiosło nie było wyłącznie kobiecą specjalnością. Satyra Fredry obnażała społeczne stereotypy, ale codzienne życie często okazywało się znacznie mniej jednoznaczne.
Telewizyjną adaptację „Gwałtu, co się dzieje!” Fredry z 1992 roku zrealizowano w reżyserii Olgi Lipińskiej. Spektakl można obejrzeć w bibliotece VOD Teatru Telewizji TVP. Zachęcamy!
Opr. Robert Główczyk